czwartek, 19 czerwca 2014

Miss Łajkiki...

Uwielbiam jak wyjazdy, zwłaszcza te prywatne, kończą się niespodziewaną przygodą. Jedną z wielu zresztą takich przygód przeżyłem, przyjeżdżając do mojego brata.Wybierałem się do niego od miesięcy, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. Aż pewnego dnia udało mi się zrealizować mój zamysł: nadciągały właśnie jego urodziny, a ja miałem doskonały pretekst, żeby wziąć wolne. Już sam ten fakt cieszył mnie niezmiernie. Gwarantowany wypad z bratem! Nie szkodzi, że był to środek tygodnia. Spotkaliśmy się tak nieliczne razy, iż było wszystko . Przywitanie zawierało jak zwykle elementy angielskiego humoru.
- O, Tymon, schudłeś - stwierdził brat. A po chwili: - A nie nie, coś mi tylko wpadło do oka.
Ja, nie chcąc być dłużnym, rzuciłem z entuzjazmem:
- O kurcze, włosy ci odrosły. A po chwili: - W uszach i w nosie...ha ha ha!
Oboje zaśmialiśmy się ze swoich dowcipów. Po chwili zaczęliśmy się zastanawiać nad wyborem lokalu.
Ja: - Wiesz, bracie, najlepiej, żeby był kameralny.
On: jest taki jeden hotelik w centrum miasta. Nawet kameralny.
Poszliśmy. Okazało się, że to akademik WF.
No nic – pomyślałem, późno się robi, a tematów cała masa.
Weszliśmy do środka: totalna cisza i spokój.
Podeszliśmy do recepcji i pytamy kobiety za blatem:
- Co tu taka cisza i spokój?
- Panowie, to jest akademik, a nie targowisko, a po za tym to środek tygodnia!
My: - No właśnie, to jest akademik. Nie rozumiejąc do końca i bulwersując się pytamy jeszcze:
- Gdzie możemy posiedzieć i porozmawiać? Brat ma dzisiaj urodziny.
Kobieta za blatem: W knajpce na dole przecież! Jest tam cisza i spokój.
My, zdziwieni: - Tak? Yhmy..
Schodząc po schodach na dół zastanawialiśmy się głośno, co też się dzieje ze światem. Nasze zdumienie wywodziło się z faktu, że tak naprawdę studenci uczą się praktycznie dopiero przed sesją. Dziwne. Stwierdziliśmy, iż faktycznie świat schodzi na psy i poczłapaliśmy do knajpczki. Wystrój... Łauuuu! Niezły! Nawet więcej niż niezły! Duży długi bar z blatem ze starego drzewa...
W stylu angielskim. Oświetlony bar, reszta sali przyciemniona. Szkoda tylko, że taka opustoszała. 
No cóż, spojrzeliśmy na siebie przez chwilę jak super bohaterowie i wszystko stało się jasne: 
niestety, będziemy sami. Usiedliśmy przy barze.
Z zaplecza wyszła średniego wzrostu blondyneczka z dużym biustem, całkowicie oddana...pracy.
- Spójrz, miła obsługa.
- Widzę, niezła. A gdzie mój prezent?
Zaczekaj, zaraz.
- Co podać panowie? - spytała w samą porę właścicelka biustu.
Złożyłem zamówienie otwierając rachunek z sowitym napiwkiem, by resztę wieczoru nie mieć już problemów z obsługą, nawet, gdyby obsługa miała mieć problem z nami.
Faktycznie przez dwie godziny blondynka była przemiła: co chwilę zamieniała puste szkła na pełne.
Cały czas pracowała przy tym na wysokich obrotach. Jak nie wnosiła jakiś skrzynek z piwem, to soki, napoje, chipsy albo jeszcze jakieś inne rzeczy. No, ale w końcu świętowaliśmy urodziny mojego jedynego
i najukochańszego brata! Śmiechu i płaczu było przy tym co niemiara. Jak to często bywa w przypadku facetów pozostawionych samym sobie. Znaczit: bez nadzoru.
Byliśmy już nieźle wstawieni. Wtem!
- Co jest? - pyta brat. - Po co te światła się zapalają? Ale dają po oczach! O, i scena przystrojona w głębi sali. Każdy stolik obrusem nakryty. I kwiaty?!
- No nie! - odpowiadam. - Kwiatów nie zamawiałem!
Właśnie spojrzałem znacząco na brata, gdy usłyszeliśmy w holu głośny tupot nóg, zmierzających w naszym kierunku. I wtedy do knajpki weszły skąpo ubrane młode dziewczyny!!! Jedna przez drugą zaczęły przeciskać się do baru, by coś zamówić, ocierając się o nas biustem...
Byliśmy zachwyceni. Brat podziękował mi nawet za prezent.
- Czemu nic wcześniej nie mówiłeś, że będą dziewczyny – zachichotał.
Ja: - Sam nie wiem, co się dzieje.
Blondynka z dużym biustem: dziś mamy wybory miss akademika Wf-u.
My: - Super. Tylko dlaczego wcześniej nic nam pani nie powiedziała?
Ona: - Panowie nie pytali. Myślałam, że panowie przyszli popatrzeć na miski.
Patrzyliśmy, a jak! Uuuu... Aaaa!  Dziewczyny jak malowane i w dodatku skąpo odziane!
Było ich dużo, coraz więcej... Z jednej robiły się dwie, trzy...

Miss została wybrana zgodnie z naszymi wytycznymi. Urodziny brata jak zwykle pokazały, że w życiu można się spodziewać wszystkiego...Nawet prezentu urodzinowego dla Dominiusza..
Pozdro od Miss Łajkiki:)

Gdyby mnie ktoś teraz spytał, jak chciałbym spędzić urodziny, odpowiedziałbym naturalnie:
- Kameralnie!

2 komentarze: