środa, 25 grudnia 2013

Czerwona naczepa

Leciałem do Szweda, zmęczony bo od samych Włoszech poganiali mnie: - Ile do celu? Dawaj wujek, pomykaj szybciej!!! Rozładunek bezwzględnie do godziny... Dlaczego się zatrzymałeś?- i takie tam znane nam głupoty od jakże lubianych przez nas spedytorów terrorystów. Po czterech kawach, które i tak za nic nie działały, zmęczony i sfrustrowany dojechałem do Puttengarden na przeprawę promem.
Dojeżdżając do kontroli schowałem się za busikiem kolegi z nadzieją, że to właśnie jego wezmą do biura na wypisywanie co i gdzie wiezie; zimno jak szlak. Stoję. Przejechał hmm.... Dobrze, nie będę wychodził i też przemknę bez wychodzenia z Renaty. Znajomy uśmiech z budki i już zasuwam do biura. Niech to.... Nie wiem jak Wy, ale ja mam takiego farta tam,że zawsze,ale to zawsze spotykam tą samą kontrolerkę, która jak mnie widzi, to z uśmiechem zaprasza mnie do biura bez względu na porę dnia czy nocy. Na promie już tylko na piętro, i może się prześpię... Siema Kolego, co, nie poszło? No nie poszło, przecież widział w lusterkach, że lazłem do biura. Usiedli koledzy i przedstawili się.
Co, spać się chce? - zapytał. -Tak, wiesz, ja, jak już długo jadę to zasypiam z otwartymi oczami. On - na to:- Ja widzę rowerzystów na autostradzie. - Ja - widzę zakręt jak skręca w lewo, a tak naprawdę w prawo.
Na to wszystko odzywa się trzeci z obecnych panów. Jechałem 90km/h nie więcej, trzymałem się tira z czerwoną plandeką, a spać mi się tak chciało, że nic już nie pomagało, kompletnie nic... Otwarte oczy na oścież wlepiały się w tył czerwonej naczepy, mrugałem oczami raz i drugi, a tu mózg widzi niebieską naczepę, poprawiłem się i pomyślałem, że to ze zmęczenia... Po pół, godzinie na parkingu, kolega z dużego uświadomił mi, że zasnąłem za fajerą i tak zwolniłem, że czerwona naczepa pojechała, a on mnie wyprzedził, jak spałem w fotelu. W sumie jakieś pięć minut, jadąc autostradą. Ot, mała dygresja - fakt. Pozdrawiam kolegę, który to opowiadał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz